Życie – nasze wspólne, uniwersalne doświadczenie. Każdy nosi w sobie swój los, wypadkową różnych sił, częściowo znanych, częściowo nieznanych. Poruszamy się, unoszeni przez siły widzialne i niewidzialne, świadome i nieświadome, przeszłe i teraźniejsze, przez własne możliwości i ograniczenia, przez wiarę i brak wiary, przez pewność i brak pewności, przez decyzję i brak decyzji, za sprawą „innych”, za sprawą masy, za sprawą przymusu, za sprawą fatalnej konieczności, za sprawą czegoś niepojętego, niezrozumiałego. Poruszamy się, bo musimy, bo to istota życia. Musimy iść i rozwijać tajemnicę swego losu. Każda istota żywa jest bezpowrotnie i nieodwracalnie zamknięta w granicach swego jedynego ciała. Nie rozwiniesz nic ponad to, co w darze ofiarował ci Twój Los. Bowiem wszędzie, gdzie dojdziesz, zawdzięczasz temu, że cię tak uposażył, że byłeś zdolny tam dojść; wszędzie zaś, gdzie nie dałeś rady dotrzeć, tam zasięg twego losu się kończył. Powiesz oczywiście na to:
„Hejże! Przecież nie udało mi się siedem razy, ale może za ósmym się uda!”.
Jeśli uda się za ósmym, to znaczy, że Twój los wyposażył cię w upór i w wiarę w siebie, za sprawą czego poznajesz granicę wyznaczonego ci losu. Całe nasze życie to przygoda w rozpoznawaniu jego granic. Kiedy zaś powiesz, że granicę tę zataczasz swoją własną wolą, znowu odpowiem ci tym samym: że to twój los zatoczył granicę dla twojej woli, pozwalając jej tam sięgnąć, gdzie jest to wpisane w jego istotę. Jeżeli powiesz, że się rozwijasz, a mógłbyś przecież stać w miejscu, również i tutaj odczytujesz zapisaną w twym losie kartę. Kiedy jednak przyjdzie dzień, w którym się zatrzymasz i nie będziesz mógł iść dalej, wtedy przyjdzie ci się mierzyć z czarną kartą twego losu.
Los jest czymś więcej, niż możemy zaplanować; jest czymś nieprzewidywalnym, czekającym jako opór w przyszłości. Potrafi w ciągu jednej minuty ograniczyć człowieka do jednej kropki na wiele miesięcy, lat albo na zawsze. Działa on ustawicznie w relacji z otoczeniem i podlega wewnętrznym zmianom, niedającym się przewidzieć – zmianom, które dzieją się niezależnie od udziału naszej świadomości, ale ujawniającym jego Naturę. Można swój los umiłować – „amor fati” – albo swój los nienawidzić – „odium fati” – jednak beznadziejnie jest mieć do siebie żal za coś, czego się nie zrobiło, lub za coś, co się zrobiło; beznadziejnie jest czegokolwiek komukolwiek zazdrościć lub kimkolwiek pogardzać. Każdy ma to, i tylko to, do czego zaprowadził go jego los – czy to uczony, lekarz, zbrodniarz, narkoman, czy po prostu szary człowiek. Każdy jest tylko tym, czym musi być, w tym jedynym ciele, w tym jedynym świecie. Jest to determinizm absolutny, ale niezgłębiony.
Ktoś, kto ma napisać książkę, napisze ją co do jednego słowa tak, a nie inaczej. Jego wolność jest tylko w tym, że poznaje on sposób własnej realizacji, a więc odczytuje zawartą w sobie „kartę losu”.
Czy mogą z tego wypływać jakieś pogodne wnioski? Dlaczego miałbym tego życzyć refleksji? Nie jest najważniejsze w refleksji, aby dawała siłę i nadzieję, ale żeby prowadziła do prawdy, jakakolwiek by miała ona nie być. W tym przypadku, jak w każdym innym, nie wiem, jaka jest prawda uniwersalna, gdyż zbyt wiele jest w tym moich osobistych doświadczeń. Bazuję tylko na swoich przeczuciach co do natury rzeczy i biorę je za swoją prawdę. Jeżeli jest ona przygnębiająca, to trudno – widocznie taka ma być. Ale i w tym przypadku nawet wiara w absolutny determinizm wszechrzeczy nie wprowadza żadnej negatywności w moje życie. Raczej daje spokój. Nie znam swojego Losu. Jest on niedomknięty. Nie znam kolejnych jego kart. Widzę natomiast, czym on był, patrząc wstecz. Widzę, czym byłem, i wiem, że nie mogło być inaczej – w najdrobniejszym szczególe mego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz